Hotele w Warszawie  Informacje Turystyczne Mapa Warszawy Artykuły o Warszawie  Nieznana Warszawa

Powstanie Warszawskie - wspomnienia

WOJNA 1939, oblężenie Warszawy i wszystkie kataklizmy, które dotknęły stolicę, dotknęły także moją rodzinę.

Bitwę o Warszawę przeżyliśmy z mamą u jej rodziców, na śródmieściu Warszawy. Ojciec - zawodowy podoficer Wojska Polskiego wyruszył na front. Ranny w obronie Warszawy do 1940 roku "kurował rany".

Czas okupacji dla mnie, dziecka 6-11 letniego to czas strachu. Każdy Niemiec to zagrożenie i obawa. Spowodowane to było tym, że mój ojciec zaangażowany był od początku okupacji w konspiracyjne szkolenie wojskowe młodych ludzi, a matka opiekowała się magazynem broni, ukrytym w piwnicy budynku, w którym mieszkaliśmy na Żoliborzu, na zapleczu cytadeli warszawskiej.

W 1940 roku zacząłem naukę w szkole, mieszkając u dziadków na ulicy Hożej. Często dojeżdżałem do rodziców tramwajem, najpierw pod opieką dziadka, a potem już sam. Pamiętam te podróże i ten tłok. Pierwszy wagon podzielony na część "tylko dla Niemców". Wielokrotnie jechałem w tej części, bo było luźniej, ale parę razy byłem wyrzucany, raz nawet kopniakiem. A na ulicach Warszawy coraz ciężej: "łapanki", rozstrzelania - byłem kilka razy świadkiem tych scen.

Łapanka - wycie syren, niemieckie samochody, t.zw. "budy" były wyposażone w urządzenie do "wycia". Kilka samochodów z mundurowymi Niemcami otaczało ulicę i wszystkich przechodniów zapędzano do "bud", które wywoziły zatrzymanych albo na roboty do Niemiec, albo, co było gorsze, do więzień. Tam trzymano ich jako zakładników, których w razie napadu na Niemców rozstrzelano. Widziałem także scenę dużo gorszą: zatrzymano tramwaj, nas wyrzucono i w tłumie zatrzymanych musieliśmy oglądać przywiezienie samochodami kilku osób, chyba w workach, ustawienie ich pod ścianę... potem seria i więźniowie przenoszą zabitych do samochodów, które odjeżdżają. Ruch na ulicy wznowiony.

Ponieważ takie sytuacje zdarzały się coraz częściej, rodzice zabrali mnie do domu na Żoliborz i tam chodziłem do szkoły aż do powstania warszawskiego. W międzyczasie, po stworzeniu Getta Warszawskiego i odgrodzeniu go od części "aryjskiej" murem, z powodu strasznych warunków żywnościowych i wywożenia do obozów śmierci, wybuchło powstanie żydowskie. Widzieliśmy i słyszeliśmy to z okien naszego mieszkania. Ciemny dym, odgłos strzałów. Pod murem Getta stali żołnierze niemieccy i oddziałów satelitarnych (chyba Łotysze i Litwini) w innych mundurach niż niemieccy, z bronią gotową do strzału. Powoli strzelanina stawała się coraz mniejsza, natomiast słychać było wybuchy - Niemcy wysadzali domy i bunkry, w których ukrywali się jeszcze Żydzi. Po upadku powstania żydowskiego w Warszawie było coraz gorzej, narastał strach wśród Polaków. Przed dzieckiem nie dało się ukryć pracy konspiracyjnej rodziców.

Rok 1944 - pamiętam częste spotkania w naszym mieszkaniu, kolegów ojca, a zarazem młodych ludzi (ojciec miał wtedy 36 lat), którzy coraz jawniej rozmawiali o przygotowaniach do walki. Od połowy lipca w naszym mieszkaniu zgromadziło się około 20 osób, którzy przy zasłoniętych oknach czyścili broń i amunicję.

1 sierpień 1944 - od rana wynoszenie broni z piwnicy, która była ukryta pod zwałami węgla (a ja się dziwiłem po co tyle węgla w piwnicy). Mama z innymi paniami szyły opaski biało-czerwone. Już prawie jawnie nosimy broń i amunicję po klatce schodowej z piwnicy na czwarte piętro - do naszego mieszkania.

Godzina 14:00 - strzały na Żoliborzu. Ja z mamą żegnamy się z ojcem i udajemy się do dziadków na Hożą (wtedy ostatni raz widziałem ojca - zginął 22 sierpnia w ataku oddziałów żoliborskich na Dworzec Gdański). U dziadków jesteśmy przed 17:00. Coraz częściej słychać strzały.

Godzina 17:00 - z bramy na przeciwko wybiegają ludzie z opaskami na rękach i z pistoletami w dłoni. Wieczorem zaczyna padać deszcz. Budujemy barykadę z płyt chodnikowych, dziadek zostaje komendantem domu i budzi mój szacunek biało-czerwoną opaską na rękawie.

Do połowy sierpnia względny spokój, w okolicy słychać tylko strzały i huk armat. Samoloty niemieckie latają tuż nad dachami, ostrzeliwują ludzi i zrzucają bomby zapalające. Życie toczyło się w przystosowanych do tego piwnicach, a ruch zamiast ulicami odbywał się też piwnicami, których ściany zostały przebite dla umożliwienia przechodzenia z ulicy na ulicę. Dziadkowie byli zapobiegliwi i nagromadzili zapasy żywności, także mieliśmy co jeść. My i garstka znajomych. Tak biegnie dzień za dniem, coraz aktywniejszy ostrzał artyleryjski, nie ma światła i wody. Po wodę wyprawiano się nocą do studni artezyjskich, znajdujących się na niektórych ulicach. Były to niebezpieczne wyprawy, ponieważ długie kolejki z kubłami były ostrzeliwane przez Niemców. Coraz większy ostrzał artyleryjski.

Niemcy są systematyczni i rozpoczęli w Śródmieściu niszczenie dom po domu, ulica po ulicy, coraz więcej zabitych. Od pocisku artyleryskiego ginie mój dziadek. Zostaje pochowany, jak wielu przedtem i potem na trawniku niedaleko domu. My z resztą rodziny tułamy się z ulicy na ulicę, z jednej piwnicy do drugiej. Kiedy Niemcy niszczą ulicę Hożą, gdzie mieszkaliśmy, uciekamy na Mokotowską. W nocy, po nalotach wracamy do domu, który jest w coraz większej ruinie. Wracamy do piwnic pod gruzami, tego co zostało z domu. Naloty są tak częste, że nie ma odważnych do chowania zabitych. Leżą ułożeni jeden przy drugim na podwórkach, a my, uciekając z jednej ulicy na drugą, przeskakujemy przez te leżące zwłoki ludzkie, przy których kręcą się zdziczałe i głodne koty.

Koniec września - kapitulacja Śródmieścia i nastała cisza! Przygotowujemy się do wyjścia z Warszawy, bo takie zarządzenie okupanta.

6 października - ostatni dzień na wyjście z Warszawy. Ruszamy na Dworzec Główny w Alejach Jerozolimskich (po powstaniu wysadzony) do punktu zbornego. Każdy z nas ma worek - prowizoryczny plecak, w którym ma to, co tylko może udźwignąć. Po spędzonej nocy na dworze pędzą nas do Pruszkowa, do obozu przejściowego, z którego następnie wywożą do Niemiec. Po drodze udaje nam się odłączyć i uciec do rodziny, mieszkającej we Włochach, a następnie dalej na wieś, gdzie przebywamy do momentu t.zw. "wyzwolenia". W marcu 1945 wracamy do Warszawy, zajmujemy wolne mieszkanie na Mokotowie. Mama zaczyna pracę (pierwsza praca zawodowa w jej życiu - ma 31 lat) i zaczyna się nowy okres mojego życia.


Š2006 BookWarsaw - Hotele w Warszawie: Oceny i Rezerwacje